Archiwa tagu: ferrari

38 załóg do startu w Misano

38 pojazdów pojawiło się na wstępnej liście startowej pierwszego wyścigu sezonu 2016. 31 z nich wystartuje w czołowej klasie Pro – w klasie Pro-Am pojawi się natomiast Polak, Michał Broniszewski.

Zapowiadany już wcześniej Broniszewski, wraz z doświadczonym Giacomo Piccinim pojawią się jako jedna z pięciu załóg klasy Pro-Am – a także jako jedna z trzech w całej stawce walcząca w nowych Ferrari 488 GT3. Właśnie w takim pojeździe, załoga Kessel Racing ma stanąć do walki w otwierającej sezon rundzie we Włoszech – głównymi konkurentami będą tu dwa Mercedesy-AMG GT3 francuskiego AKKA ASP, BMW M6 belgijskiego Boutsen Ginion oraz Porsche 911 GT3-R niemieckiego zespołu A-Workx.

Ogólnie jednak, kibice będą patrzeć przede wszystkim na czołową klasę Pro Cup – a tu, już na początku pojawia się cała flota nowych Audi R8 z logo Belgian Audi Club WRT. Zespół ten, do walki na Misano zapowiedział udział aż sześciu swoich maszyn – a w nich, prócz broniącego tytułu Laurensa Vanthoora i jego brata Driesa, także m.in. Sergio Jimeneza, Stuarta Leonarda, Christophera Miesa, Willa Stevensa czy René Rasta. Cała szóstka zapisana jest do walki w najsilniejszej klasie – przy czym Leonard i jego zmiennik Michael Meadows wystartują w podkategorii Silver Cup.

Mimo pokaźnej grupy pojazdów, Marc VDS nie będzie jedyną ekipą reprezentującą Audi – ze swoimi R8 LMS mają pojawić się także zespoły Phoenix i Saintéloc. Pierwszy z nich ponownie skorzysta z usług Markusa Winkelhocka i Nicolausa Mayr-Melnhofa, a także zatrudni młodych Markusa Pommera i Nicolaja Møllera Madsena do walki w Silver Cup – u Francuzów pojawią się natomiast Christopher Haase, Mike Parisy, a także Romain Monti ze swoim, wciąż nieznanym zmiennikiem. W końcu, Audi na Misano to także czeski ISR, który wystawi pojedynczy skład Filip Salaquarda/Frank Stippler.

Naprzeciw flotylli łącznie jedenastu R8, w klasie Pro Cup pojawi się 7 innych producentów. Swoich załóg wciąż nie zapowiedziały ekipy HTP i Bentley M-Sport, walczące odpowiednio w Mercedesach-AMG GT i fabrycznych Continentalach – jedynie Rob Bell i Álvaro Parente znani są jako kierowcy McLarenów od Garage 59, zespołu przejmującego w tym roku zadanie reprezentowania tu marki od ekipy Von Ryan Racing.

Znana jest za to większość załogi Attempto Racing, która będzie walczyć z Audi w, posiadających niektóre wspólne elementy, Lamborghini Huracánach – tu zobaczymy m.in. Maxa Van Splunterena, Davide Valsecchiego, Daniela Zampieriego czy Patrica Niederhausera. Kolejne trzy Lamborghini wystawi główny współpracownik marki, ekipa GRT Grasser Racing – tu, o tytuł będą się starać m.in. Jeroen Bleekemolen, Luca Stolz czy Mirko Bortolotti.

Na liście znajdą się także BMW M6 z logo Rowe Racing, w których obok Philippa Enga pojawią się Alexander Sims oraz Stef Dusseldorp – Nissana reprezentować będzie natomiast znów ekipa GT Academy RJN, gdzie obok Alexa Buncombe i Mitsunoriego Takaboshiego wystartuje Ricardo Sanchez, wspomagany w Silver Cup przez Seana Walkinshawa. Stawkę zamkną dwa Ferrari 488, każde wystawione przez osobny zespół – Rinadli pojawi się z dobrze znanym składem Marco Seefried i Norbert Siedler, AF Corse natomiast wystawi Raffaele Gianmariego razem z Ezequielem Perezem Companc, bratankiem Luisa i Pablo.

Prócz załóg z klas Pro i Pro-Am Cup, na liście pojawią się również dwa zespoły ze składami Am Cup – AF Corse w starszym 458 Italia wystartuje z Claudio Sdanewitschem i Stéphane Lemeretem, a Black Pearl Racing ze Stevem Parrowem i Christianem Hookiem. Sezon 2016 Blancpain Sprint rusza dokładnie za miesiąc, 10. kwietnia.

Źródło: http://www.swiatwyscigow.pl/gt/blancpain-sprint/item/9627-38-zalog-do-startu-w-misano

W Adelaide ruszyła Australian GT

Roger Lago wygrał pierwszy tegoroczny wyścig serii Australian GT. Do walki przy okazji imprezy Clipsal 500, na torze Adelaide stanęło 26 pojazdów.

Tegoroczna lista startowa australijskiej rywalizacji obejmuje przede wszystkim czterech producentów: Audi, McLarena, Mercedesa oraz Lamborghini. Pierwszy z nich wystawia aż sześć pojazdów, w tym cztery nowe R8 LMS – w jednym z nich, swojego ubiegłorocznego tytułu bronić będzie Christopher Mies, pierwszy od lat mistrz na Andypodach pochodzący spoza tamtego regionu świata. W wyścigowych R8 pojawili się również Steven McLaughlan, James Koundouris, Rod Salmon i Greg Taylor wspólnie z Bartonem Mawerem – Mark Griffith i Craig Baird stanęli natomiast na czele stawki pięciu Mercedesów, z których tylko jeden jest starszym modelem SLS.

W przypadku tej samej liczby McLarenów 650S, na czele potencjalnych zwycięzców widnieje duet z rodziny Quinnów – z Lamborghini, które jak na razie pojawiają się tylko w odsłonach Gallaro R-Ex i FL2, do walki stają Dean Canto i Roger Lago, ten drugi, jak się okazało dziś nad ranem, jako pierwszy ciesząc się z tegorocznego zwycięstwa. Poza tymi markami, w walce udział wezmą jeszcze BMW – starsze Z4 od Modena Engineering i najnowsze M6 sprowadzone przez SR Motorsport Stevena Richardsa – a także Porsche Andrew MacPhersona, duetu od Waltec Motorsport i goszczącego na Adelaide Keitha Wonga oraz Ferrari F430 drugich gości imprezy, załogi Koala Motorsport.

Tegoroczny sezon rozpoczął się jednak dość nieciekawie – w pojedynczej sesji treningowej, groźnie wyglądający wypadek miał MacPherson, niszcząc swoje 911 i przedwcześnie kończąc trening. Do momentu wypadku na pierwszych zakrętach, liderem sesji był Christopher Mies, wcześniej przebijając czas Scotta Taylora i jego Mercedesa-AMG GT – pierwszą trójkę uzupełniło Porsche Johna Martina, do lidera tracąc całe 2,3 sekundy.

W praktyce, więcej powiedziała nam więc sesja kwalifikacyjna – w pierwszej części zdobyta przez Deana Canto, który w Lamborghini o prawie 0,5 sekundy pokonał Jamesa Koundourisa z Audi sponsorowane przez Supabarn i Elliota Barboura z McLarena od Tekno. Zmiennik Miesa, Geoff Emery, uzyskał wówczas siódmy czas, przegrywając m.in. z Robertem Lago – za to pokonując Tonego Quinna czy Marka Griffitha, który wówczas uszkodził swojego Mercedesa.

Decydująca okazała się być jednak druga część kwalifikacji – tu padły zresztą aż dwa przebicia rekordu toru sprzed trzech lat, ustanowionego wówczas przez Christiana Kliena w Mercedesie SLS AMG. W połowie tej części sesji, nowy rekord 1:20.2039 ustanowił Christopher Mies, poprawiając wynik Kliena o przeszło 0,5 sekundy, a o prawie 1,3 przebijając ubiegłoroczne pole position Jono Lestera – czas znanego z Formuły 1 Austriaka udało się pokonać również Craigowi Bairdowi, choć ten niestety o 0,45 sekundy gorszy od Niemca.

A, że mogło być inaczej, pokazywały wyniki dwóch pierwszych sektorów jednego z ostatnich okrążeń Bairda – w obydwu był on jeszcze szybszy, niż kierowca Audi, i tylko trzeci sektor okazał się dla Australijczyka słabszy. Poniżej granic 1:21, zszedł wówczas jeszcze tylko Nathan Antunes w jednym z McLarenów od Tekno – drugi pojazd tej ekipy zapewnił zespołowi całą drugą linię, a Audi od Supabarn i Lamborghini Rogera Lago startowały do wyścigu z trzeciej.

Wyścig szybko wyprowadził na czoło Bairda, Geoff Emery już na pierwszych okrążeniach spadając na czwarte miejsce – co dodatkowo pogarszał fakt, że wskutek zdobycia pole position, Audi będzie musiało najdłużej widnieć w boksach podczas zmiany. Początkowo spokojny Lago, do walki ruszył dopiero po wypadnięciu z toru Haydena Coopera i krótkiej neutralizacji, która zniwelowała spore przewagi wypracowane do tamtej pory przez Bairda oraz dwóch kierowców McLarenów od Tekno. Po wznowieniu, Lago szybko wyprzedził Audi, które wkrótce jako pierwsze pojawiło się w boksach – tymczasem bratobójczy pojedynek stoczyły McLareny.

W takich samych pojazdach, nieco dalej rywalizowali także Jonathan Webb i Tony Quinn – a na kwadrans przed końcem wyścigu, do boksów zjechał Lago, mający nawet o 21 sekund krótszy wymagany czas postoju. Efekt tego był widoczny niedługo później – po pit-stopach przeciwników, Lamborghini miało sporą przewagę, której przez ostatnie 10 minut nikt już nie zdołał zniwelować. Fascynująca batalia trwała natomiast o miejsce drugie, trzy pomarańczowe McLareny walcząc z czarnym siostrzeńcem i Griffinem w Mercedesie – zwycięsko wyszedł z niej Nathan Morcom, razem z Quinnem wyprzedzając AMG GT – za to Eliott Barbour i Tony Walls pokonani ostatecznie także przez Justina McMillana w Lamborghini. Starający się poprawić sytuację po długim pit-stopie Christopher Mies, ostatecznie zakończył wyścig jako dziesiąty, za jeszcze jednym Audi i Mercedesem.

Auto było naprawdę szybkie. Nie sądzę, że będziemy w stanie utrzymać to miejsce w kolejnym wyścigu, ale to dobrze mieć na koncie zwycięstwo” – powiedział po wyścigu Roger Lago.

Kolejny wyścig odbędzie się w piątek o 23:10 oraz ostatni zaplanowany jest na sobotę o 22:30.  

Źródło: http://www.swiatwyscigow.pl/gt/item/9568-w-adelaide-ruszyla-australian-gt

Blacharze cudotwórcy. Zobacz, co zrobili z tego Ferrari!

Nieczęsto zdarza nam się chylić czoła przed blacharzami, ale w tym przypadku naprawdę się popisali. Odbudowa auta, które możecie zobaczyć na zdjęciach, wymagała tytanicznej pracy i ogromnych umiejętności.

Tak prezentuje się odbudowane Ferrari Enzo

/

Prezentowany samochód to jeden z zaledwie 400 egzemplarzy Ferrari Enzo. Samochód zlicytowany zostanie 3 lutego przez słynny dom aukcyjny RM Auctions Sotheby’s. Jego wartość waha się obecnie między 1,5 a 2,0 mln euro.

Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, gdyby nie burzliwa historia pojazdu. Zbudowane w 2004 roku, polakierowane pierwotnie na kolor Rosso Corsa auto było niegdyś własnością szwedzkiego mafioso – Stefana Ericssona.

Mężczyzna znany szwedzkiej policji, jako Tjock-Steffe (Gruby Stefan) zasłynął defraudacją olbrzymich sum pieniędzy. Zamieszany był m.in. w bankructwo firmy Tiger Telematics – producenta konsoli Gizmondo.

Jednym z głośniejszych wyczynów Ericssona był wypadek, do którego doszło 2 lutego 2014 roku na amerykańskiej Pacific Highway. W czasie ulicznego wyścigu prowadzone najprawdopodobniej przez Ericssona Enzo (oficjalnie nie udało się ustalić, kto siedział za kierownicą) wpadło w poślizg przy prędkości 260 km/h. Auto wykonało kilka widowiskowych piruetów i – uderzając w kolejne przeszkody – przełamało się na pół. I to dosłownie: od kabiny oderwała się cała tylna część wraz z silnikiem i kompletnym układem napędowym.

Chociaż samochód bez wątpienia nadawał się do kasacji, ostatecznie naprawy podjęło się Ferrari Technical Assistance Service. Specjaliści z Maranello rozłożyli pojazd na części pierwsze i odbudowali go niemalże od podstaw. Każda przeprowadzona naprawa – w tym zmiana koloru z Rosso Corsa na Nero Daytona została zaakceptowana i potwierdzona specjalnym certyfikatem Ferrari Classiche.

Odbudowane Ferrari Enzo

/

Obecnie Ferrari Enzo o numerze podwozia 135564 może się pochwalić nienaganną kondycją techniczną. Od wyjechania z fabryki w 2004 roku pojazd pokonał zaledwie 2500 km.

Odbudowane Ferrari Enzo

/

Tak samochód prezentował się na krótko po feralnym wypadku:

Źródło: http://interia.pl.feedsportal.com/c/34004/f/625092/s/4d144428/sc/3/l/0Lmotoryzacja0Binteria0Bpl0Cwiadomosci0Cciekawostki0Cnews0Eblacharze0Ecudotworcy0Ezobacz0Eco0Ezrobili0Ez0Etego0Eferrari0HnId0H20A218590Dutm0Isource0FMotoryzacja0Gutm0Imedium0FRSS0Gutm0Icampaign0FRSS/story01.htm